Разработка платного шаблона Joomla
wtorek, 13 lipiec 2021 15:09

Elektryczne MINI Hatch SE - test

W wielu obszarach życia staram się zasięgać opinii, szukać informacji na dany temat, słuchać specjalistów w danej dziedzinie. Ale równocześnie staram się osobiście coś sprawdzić, wypróbować, tak aby wyrobić zdanie na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń. Dzięki współpracy z dealeram MINI Sikora przez kilka tygodni miałem okazję jeździć różnymi modelami tej brytyjskiej marki. Jednym z nich był w pełni elektryczny MINI Hatch SE. Więc gdy nadarzyła się sposobność na wyjazd w dłuższą trasę tym autem, pojawiły się dwie myśli:
1. nie, to nie będzie łatwa podróż (szczególnie z małymi dziećmi)
2. może warto spróbować i przekonać się osobiście jak to jest z tymi elektrykami w trasie
Padło na opcje nr 2 :)
Planowana trasa liczyła 350 km, z czego 270 km autostradą. Przed wyjazdem sprawdziłem rozmieszczenie punktów ładowania samochodów. Tu należy zwrócić uwagę jakie są dostępne łącza, czy maksymalna moc ładowania. W przypadku MINI jest to złącze CCS, które pozwala na tzw. szybkie ładowanie (do 50KW). Warto przy tym wspomnieć, że pojemność znamionowa akumulatora w MINI to 28,9 kWh. Korzystaliśmy ze stacji GreenWay, których liczba na i wokół trasy była największa. Matematycznie wychodziło, że wystarczy nam jedno ładowanie po drodze. Niemniej kilka kilometrów po starcie chcieliśmy sprawdzić jak to się w ogóle robi, czy pobrana aplikacja działa itp. Zatem start z Górek Wielkich i pierwszy postój w Żorach - po 36 km jazdy. Symboliczne doładowanie - akurat na zrobienie fotki, krótki filmik, skorzystanie z toalety i jedziemy dalej, wskakując już na A1. Po pokonaniu 150 km, jadąc z prędkością między 110 a 120 km/h, zatrzymujemy się na MOP Jankowice i ładujemy 23,39 kWh, co trwało 42 minuty. Ktoś teraz powie: ale długi postój. Ale tak na prawdę podróżując rodzinnie to wcale nie było długo. Toaleta, napić się, zjeść kanapkę. Chwile zaczekaliśmy bo lunął deszcz i 40 min właśnie miła. Lecimy zatem dalej. Kolejny pit stop ma być obiadowy i zakupowy, więc wybieramy takie miejsce gdzie na spokojnie coś zjemy i kupimy jedzenie na wieczorną imprezę. Stajemy na Bielanach Wrocławskich pobierając 10,20 kWh energii, co trwało 24 minuty. Postój z racji planowanego posiłku i zakupów trwał ponad godzinę, więc po prostu w jego trakcie za pomocą aplikacji wyłączyłem zdalnie przez telefon ładowanie auta. Dziecinnie proste i super wygodne. Z Bielan do celu wyjazdu pozostało 110 km z czego 50 km autostradą i to w mega ulewie. Reszta trasy to stale teren zabudowany, średniej jakości drogi i zakręt za zakrętem. Mimo to, dojechaliśmy na miejsce z 40% baterii.
Droga powrotna odbyła się w podobnym układzie, więc nie będę jej szczegółowo opisywał.

Jak by można podsumować ten rodzinny wyjazd elektrykiem? Po pierwsze auto jest super komfortowe jeśli chodzi o warunki jezdne. Ciche, dosłownie przyklejone do podłoża, z wygodnymi wskaźnikami i przełącznikami. Do tego na prawdę niezwykle przestronne - mimo opcji 3-drzwiowej 2 osoby dorosłe i dwójka dzieci w fotelikach zapiętych w systemie Isofix jechały na prawdę komfortowo. Nie będę wspominał już tutaj o całej masie detali i smaczków jakie oferuje MINI, które bardzo pozytywnie wpływają na odczucia z jazdy.
A co w kwestii zużycia energii czyli aspekt finansowy wyjazdu. Spokojna jazda bez gwałtownego przyspieszania na trybie Green. Uruchomiona klimatyzacja, radio, nawigacja. Na pokładzie dwie osoby dorosłe i dwójka dzieci, plus bagaże. W takich warunkach komputer w samochodzie wskazywał zasięg w okolicach 180-190 km. Postoje jadąc autem spalinowym także byśmy robili, więc te częste postoje to wg mnie niewielki minus dla elektrycznego auta. To dobra opcja na jazdę w ciągu dnia, gdy dzieci i tak nie śpią, a ewentualnie mają drzemki. Podczas jazdy nocą to już przyznam że wolałbym nie jechać w daleką trasę elektrykiem którego muszę ładować co niespełna 200 km.
A jak wyglądają koszty? W sumie za ładowanie na trasie, plus pod domem (prądem AC czyli długie ładowanie, ale zdecydowanie tańsze), plus koszt bramek na A4 zapłaciliśmy niespełna 200 zł. A przejechaliśmy 700 km w trasie. Taniej niż zdecydowana większość aut spalinowych. Zatem w trasie na lekki minus kwestia kosztów szybkich ładowarek no i brak możliwości wrzucenia na tempomat 150 km/h - w takim przypadku musielibyśmy robić 3 ładowania do pełna po drodze a koszt wyjazdu z pewnością wzrósłby o kilkadziesiąt złotych. Niemniej podróż nie różniła się jakoś znacząco od tych w aucie spalinowym. Czasowo było oczywiście nieco dłużej (z uwagi na średnią prędkość jazdy), jednak wyjazd był zaplanowany w klimacie chill & relax, w czym cichy i przytulny MINI Hatch SE wpisywał się bardzo dobrze także w „trybie rodzinnym”.

PS. na kręcenie się po okolicy domu, czyli praca, szkoła, zakupy przy przejażdżka to z tym autem czysta przyjemność i duża oszczędność dla portfela. Chwilami nawet niezła adrenalina, bo bardzo nisko umieszczony środek ciężkości i dostępny od startu w 100% moment obrotowy potrafi mocno wcisnąć w fotel. Ale o tym już przy następnej okazji.
Więcej o MINI znajdziecie na www.mini-sikora.pl

Pozdrawiam
Grzegorz Miedziński